Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1:43. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1:43. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 września 2013

Duża vs. mała.

Na pomysł napisania niniejszego artykułu, wpadłem już jakiś czas temu. Wszystko zaczęło się od kupna na aukcji internetowej modelu w skali 1:43, który jest prawie identyczny z samochodem, którym poruszam się na co dzień. Niestety okoliczności nie sprzyjały przygotowaniu materiałów do publikacji. Albo panujące nieodpowiednie warunki atmosferyczne skutecznie uniemożliwiały wykonanie zdjęć samochodu, albo gdy pogoda była idealna, to auto nie było odpowiednio przygotowane do sesji fotograficznej etc. Wreszcie, gdy wakacje dobiegały już końca udało mi się zsynchronizować wszystkie elementy (odpowiednia pogoda, czysty pojazd, naładowane baterie w aparacie), niezbędne do wykonania sesji fotograficznej.
Pomysł na artykuł, w moim mniemaniu jest dość nietypowy. W treści pragnę porównać pełnowymiarowy pojazd, którym poruszam się na co dzień, z jego zminiaturyzowanym odpowiednikiem. Oba modele zostały zakupione w autoryzowanym salonie i są w moim posiadaniu od nowości.


Ford Fiesta wytwarzany jest nieprzerwanie od 1976 roku. Ten model jest jednym z najdłużej produkowanych obecnie samochodów. Oczywiście współczesna Fiesta jest całkowicie inna od tej z lat 70. Każda kolejna generacja (obecnie siódma generacja (Mk VII) po faceliftingu), jest udoskonaleniem poprzedniej wersji. Wciąż jest to autko małe, łatwe do prowadzenia i parkowania w zatłoczonych miastach. Konstrukcja jest dość prosta i przede wszystkim trwała. Zmienia się wygląd, rozwiązania techniczne lecz nie zmienia się ta koncepcja małego samochodu miejskiego opracowana przez Forda w latach 70 ubiegłego wieku.


Prezentowany Ford Fiesta jest szóstą generacją (Mk VI) tego popularnego miejskiego samochodu. Model ten produkowany był od końca 2001 do 2008. Jesienią 2005 roku miał miejsce gruntowny, "duży" facelifting. Zmiany objęły pas przedni i tylny. Przeprojektowano przednie reflektory i tylne lampy. Zastosowano nowy wzór zderzaków. Zwłaszcza tylny zderzak zyskał na urodzie dzięki wkomponowaniu w niego miłych dla oka, dużych okrągłych świateł odblaskowych. Całkowicie zmienił się wygląd deski rozdzielczej. Była dostępna w kilku wariantach kolorystycznych (m in. czerwono - czarna i niebiesko - czarna). Pojawiły się nowe modele fabrycznych radioodbiorników, które od teraz mogły być wyposażone w zewnętrzne źródło dźwięku (AUX). Czarne wewnętrzne klamki zamieniono na srebrne aluminiowe. Oczywiście dostępne były nowe wzory tapicerek, kołpaków i felg aluminiowych. Mało kto wie, ale nie był to jedyny facelifting, któremu poddano małego Forda. Na przełomie 2003 i 2004 roku, Fiesta Mk VI przeszła bardzo kosmetyczne, lecz zauważalne zmiany. Przestylizowano zegary oraz zmieniono podświetlenie wskazówek z pomarańczowego na czerwone. Zmienił się kształt wyświetlaczy ciekłokrystalicznych pokazujących ilość paliwa w baku oraz temperaturę cieczy chłodzącej. Do czasu "małego" faceliftingu standardowo montowano deskę rozdzielczą, której górna część była koloru czarnego, lecz spód był w odcieniach szarości. Boczki drzwi także były szare. Trzeba przyznać, że to "rozjaśniało" małe wnętrze. Do dziś się zastanawiam dlaczego zrezygnowano z tego rozwiązania na rzecz stosowania w późniejszym okresie produkcji jednolicie czarnej deski rozdzielczej i czarnych boczków drzwi. Dwukolorowa deska rozdzielcza nadal była dostępna w najdroższej i prestiżowej wersji Ghia. Natomiast od "małego" faceliftingu w niektórych "średnich" wersjach wyposażeniowych, zaczęto lakierować na kolor nadwozia zewnętrzne klamki, listwy boczne oraz listwę klapy bagażnika, w której ukryto oświetlenie tylnej tablicy rejestracyjnej. Malowano albo klamki, albo listwy boczne, choć są wersje, w których wszystkie te elementy są w kolorze nadwozia. Przy okazji tego faceliftingu także pojawiły się nowe (jasne) wzory tapicerek, nowe wzory kołpaków i felg aluminiowych.


Ford Fiesta znajdujący się w moim posiadaniu został wyprodukowany w marcu 2005 roku. Jest to wersja z silnikiem diesla TdCi o pojemności 1.4l i mocy 68 KM. Jednostka napędowa powstała w kooperacji z Peugeotem. Niestety nie ma sportowego charakteru. W przypadku gdy w samochodzie znajdują się cztery osoby, a bagażnik wypełniony jest walizkami, mocy, zwłaszcza na podjazdach, na pewno brakuje. Jednakże nieobciążona Fiesta, jest żwawa i wesoło pokonuje kilometry. Największym atutem jednostki napędowej jest jej mały apetyt na paliwo. Przy delikatnym obchodzeniu się z pedałem gazu, można uzyskać katalogowe wartości spalania lub nawet niższe. Średnie spalanie w cyklu mieszanym latem, w przypadku mojego egzemplarza oscyluje w okolicach 4.2l /100km. Kilkukrotnie udawało mi się przejeżdżać w cyklu mieszanym dystans 1000 km bez potrzeby wizyty na stacji benzynowej i uzupełniania 43 litrowego zbiornika paliwa.


Zawieszenie jest dość sztywno zestrojone, ale dzielnie radzi sobie z polskimi drogami. Nie lubi poprzecznych nierówności nawierzchni. Jest zaskakująco trwałe. Fiesta bardzo dobrze trzyma się drogi i pewnie zachowuje się w zakrętach. Układ kierowniczy jest precyzyjny. Kierownica pracuje lekko, ale stawia delikatny opór, co pozwala bardzo dobrze wyczuć zachowanie samochodu. Prowadzenie daje bardzo wiele przyjemności z jazdy.
Fiesta przeznaczona jest do jazdy miejskiej, więc w mieście czuje się najlepiej. Jest mała i zwinna. Ze względu na niewielkie rozmiary łatwo ją zaparkować. W samochodzie panuje bardzo dobra widoczność. Jednakże przednie słupki są dość grube i czasem przeszkadzają zasłaniając widok podczas wykonywania manewru skrętu. Prześwit sprawia, że nie trzeba się obawiać nieco większych niż standardowe, krawężników. Zaskakuje wielkość kabiny. Jak na samochód, którego długość nie przekracza 4 metrów, Fiesta oferuje naprawdę dużo miejsca dla pasażerów i ich bagaży. Mając 190 cm wzrostu bez problemu zajmuje miejsce za kierownicą. Tylna kanapa także zapewnia komfort podróżowania. Siedząc z tyłu nie zahaczam kolanami o oparcia przednich foteli. Nie uderzam głową o sufit, co niekiedy zdarzało mi się w samochodach wyższej klasy. Fiesta może nie jest stworzona do dalekich podróży, lecz pomimo swoich rozmiarów, bez znacznego uszczerbku na komforcie podróżowania, mieści 4 osoby wraz z bagażem. Po rozłożeniu tylnych siedzeń zmieści rower górski. Ponadto w przypadku weekendowych wyjazdów narciarskich i po rozłożeniu 2/3 części oparcia, zabiera na pokład 3 osoby, sprzęt narciarski (jednakże snowboard nie dłuższy niż 166cm) oraz inne narciarskie bagaże.


Mój egzemplarz ma przejechane 140 tyś km i właściwie jest bezawaryjny. Oczywiście wszelkie elementy mechaniczne oraz płyny, które w naturalny sposób ulegają zużyciu należy w odpowiednim czasie wymieniać. Natomiast szczęśliwie nigdy nie przytrafiła mi się żadna przykra niespodzianka połączona z przymusowym postojem na poboczu drogi. Za każdym razem Fiesta zawozi mnie bezpiecznie na miejsce przeznaczenia i z powrotem. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że najmniej trwałym mechanicznie elementem wchodzącym w skład układu napędowego jest łożysko półosi napędowej. Otóż po przejechaniu nieco ponad 70 tyś km traci swoje właściwości łożyskowania, zaczyna buczeć. W związku ze stawianymi przezeń oporami, niesprawne łożysko zwiększa opory toczenia pojazdu oraz spalanie. W skrajnych przypadkach może dojść do ukręcenia półosi napędowej. Bardzo trwałe okazało się być sprzęgło, które skutecznie działało przez 100 tyś km. Delikatnie traktowany układ hamulcowy także sprawnie wyhamowywał Fiestę przez 100 tyś km. Po tym dystansie zostały wymienione klocki i tarcze hamulcowe na przedniej osi. Na tylnej osi wciąż znajdują się skutecznie działające fabryczne bębny hamulcowe. Przy 130 tyś uszkodzony został amortyzator tylnego koła. Stracił swoje właściwości amortyzujące. Panowała wtedy zima, w różnych miejscach nawierzchni pojawiały się ubytki. Uszkodzenie powstało prawdopodobnie w wyniku silnego kontaktu układu zawieszenia z klasyczna zimową drogową dziurą. Gdyby nie to, para tylnych fabrycznych amortyzatorów wciąż dzielnie służyłaby w samochodzie.
Jakiś czas temu awarii uległa manetka służąca do sterowania wycieraczkami. Po próbie uruchomienia spryskiwacza przedniej szyby, włączała się tylna wycieraczka. Przełącznik ten bez problemu można wymienić we własnym zakresie. Nie trzeba ściągać koła kierownicy. Wymiana niektórych elementów oparta jest o zasadę plug & play, co umożliwia samodzielną naprawę. Ma to oczywisty wpływ na obniżenie kosztów utrzymania samochodu.
Wielu potencjalnych użytkowników rezygnuje z zakupu samochodu z silnikiem diesla wyposażonego w system common rail, argumentując to niską trwałością podzespołów i wysokimi kosztami naprawy listwy wtryskowej common rail lub turbiny. Jednakże z własnego doświadczenia wiem, że kulturalnie traktowany zespół napędowy, będzie kulturalnie się zachowywał. Silnik diesla zamontowany pod maską opisywanej Fiesty, pomimo przebiegu 140 tyś km, wciąż równo i gładko pracuje radośnie klekocząc. Z rury wydechowej nie wydobywają się żadne niepokojące wyziewy.
W pewnych kręgach szeroko pojętych fanów motoryzacji panuje pogląd, że samochody marki Ford to synonim pojęcia korozja. Faktycznie prawdą jest, że po ulicach porusza się sporo pojazdów tej marki, których nadwozie jest delikatnie mówiąc, w katastrofalnym stanie. Jednakże stan ten dotyczy egzemplarzy dość już wiekowych i w większości przypadków zaniedbanych. Koncern Ford na wyprodukowane przez siebie modele, udziela 12 letniej gwarancji na perforacje nadwozia. Rozwiązanie to skutecznie eliminuje problemy z korozja, pozostawiając zawartość portfela użytkownika Forda, w nienaruszonym stanie. Nie ukrywam, że w prezentowanej Fieście korozja także się pojawia, ponieważ jest to przedmiot metalowy, od 8 lat wystawiony na działanie czynników atmosferycznych. W przypadku prezentowanego egzemplarza gwarancja wciąż obowiązuje, co w prosty sposób przekłada się na niewystępowanie ognisk korozji na powierzchni karoserii.



Prezentowana miniatura Forda Fiesty w skali 1:43, została wykonana dla sieci dealerskiej Forda, przez znaną firmę Minichamps. Ten niemiecki producent słynie z wytwarzania dokładnych i precyzyjnych modeli samochodów i ciężarówek. Miniatura Forda Fiesty przedstawia wersję produkowaną pomiędzy 2001, a 2003 rokiem. Można to poznać po wnętrzu, które jest czarno szare oraz po charakterystycznym dla tego okresu produkcyjnego, wzorze zegarów.
Model wykonany jest na najwyższym poziomie. Obfituje w liczne drobne detale. Zwłaszcza wnętrze wykonano niezwykle precyzyjnie. Na miniaturowych nawiewach poza kratką wentylacyjną są widoczne nawet srebrne obwódki. Widoczne są zegary oraz radio fabryczne. Po jego prawej stronie można zauważyć cztery przyciski odpowiadające za sterowanie ogrzewaniem przedniej i tylnej szyby. Miniaturowe klamki wewnętrzne mają inny kolor niż tapicerka drzwi. Jedynym mankamentem jaki udało mi się wypatrzeć jest światło cofania, które znajduje się po nieprawidłowej stronie modelu. Fiesta Mk VI produkowana do 2005 roku miała pojedyncze światło cofania znajdujące się oczywiście po prawej, a nie po lewej stronie jak to jest odwzorowane na miniaturze. Poza tym szczegółem, mała Fiesta prawidłowo odwzorowuje swój prawdziwy odpowiednik.





pvs


Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie treści postów oraz zdjęć bez zgody autora zabronione.


Ja.A.

piątek, 5 lipca 2013

Luksus pośród gwiazd.

Mercedes-Benz S Klasa (W220) produkowany był w latach 1998-2005. Nazwa "S" pochodzi od niemieckiego słowa "sondern", oznaczającego "specjalny". W 2002 roku samochód przeszedł facelifting, w którym zmieniono detale nadwozia oraz wprowadzono drobne usprawnienia techniczne. Najbardziej widoczną zmianą były nowe klosze przednich reflektorów, które były całkowicie gładkie. Przestylizowano tylne lampy, które otrzymały charakterystyczną szeroką białą strefę kierunkowskazu i światła wstecznego, składającą się z czterech drobnych przezroczystych linii. Mercedes-Benz S Klasa (W220) był modelem, który zerwał z dotychczasową kanciastą i ciężką stylistyką swoich poprzedników. Jest to samochód, który pod względem wyposażenia i wykończenia różni się od pozostałych modeli. We wnętrzu zastosowano wzór kierownicy, deskę rozdzielcza, siedzenia i boczki drzwi, które zostały stworzone specjalnie dla modelu S (W220). Flagowa limuzyna Mercedes-Benz musiała być motoryzacyjnym synonimem wszystkiego co luksusowe i najlepsze. Nie posiadała typowych dla marki wersji wyposażeniowych "Classic", "Elegance", "Avangarde". Jej wyposażenie zależało głównie od rodzaju i pojemności zamontowanego pod maską silnika. Motory benzynowe mogły mieć moc od 204 do 612KM, a motory wysokoprężne od 197 do 260KM. Co ciekawe dostępna była tylko automatyczna skrzynia biegów, która mogła mieć 5 lub 7 przełożeń. Ciekawostka jest, że S Klasa (W220) nie przechodziła w ogóle testów Euro NCAP.
S Klasa (W220) to najlepsze materiały, najwyższa jakość wykonania, najwyższy komfort podróżowania. Każdą nawet najmniejszą rzeczą w samochodzie, można było sterować elektrycznie (siedziska, oparcia, podparcia, system masujący w fotelu, wentylacja fotela, ogrzewanie fotela, rolety w oknach itp). Wyjątkowe było także zastosowane zawieszenie. Nazwano je AirMatic. Specjalna sprężarka zależnie od aktualnych potrzeb, pompowała powietrze lub upuszczała je z układu zawieszenia. Dzięki temu po załadowaniu bagażu i pięciu osób na pokład, tył auta nigdy nie "siadał". Gdy auto jechało z prędkością powyżej 140km/h, zawieszenie automatycznie obniżało się o 15mm. Niestety mnogość modułów, sterowników, kabli i urządzeń zamontowanych na pokładzie, powodowała, że w przypadku awarii elektroniki bardzo trudno było znaleźć jej przyczynę. Czas pokazał, że unikatowe dla S Klasy (W220) "powietrzne zawieszenie" było dość nietrwałe ponieważ pojawiały się nieszczelności na przyłączach przy miechach przy zawieszeniu i prestiżowa Klasa S (W220) majestatycznie osiadała brzuchem na podłożu.


Prezentowany model Mercedes-Benz S Klasa (W220), znajdujący się w mojej kolekcji wykonała w skali 1:43 firma Maisto. I to jest właściwie wszystko co miłego mogę o nim napisać. Mój egzemplarz dostałem w oryginalnym pudełku i gablotce Maisto. Model ten występował także w charakterystycznym czarno-szarym pudełku, typowym dla miniatur dostępnych w oficjalnej sieci sprzedażowej marki Mercedes-Benz.
Z tego co pamiętam prezentowany model otrzymałem w prezencie od ojca, w 1999 lub 2000 roku. Pewności nie mam. Jednakże wiem na pewno, że w czasie gdy go dostawałem, firma Maisto była jedynym oficjalnym i licencjonowanym producentem S Klasy (W220) w skali 1:43.
Niestety, jakość wykonania prezentowanej miniatury pozostawia wiele do życzenia. Nie sądzę, że zachowana jest skala 1:43. Moim zdaniem zachwiane są także proporcje nadwozia. Trudno w tej miniaturze znaleźć ładnie wykonany element. Nawet lakier położony jest bardzo niedbale. Na jego powierzchni znajduje się sporo nierówności (wygląda jakby pod warstwą lakieru był piasek). Wnętrze zostało odwzorowane z pominięciem wielu szczegółów wyposażenia. Jedynym widocznym detalem, jest orzechowe "drewno" widoczne we wnętrzu. Ma ładny jasny odcień i występuje w odpowiednich miejscach.




Moim zdaniem model Mercedes-Benz S Klasa (W220) w skali 1:43 firmy Maisto, w takim wykonaniu, nigdy nie powinien wejść do produkcji. Nie wiem jak to się stało, że firma Mercedes-Benz zgodziła się na wypuszczenie na rynek tak źle wykonanej miniatury swojego flagowego i najbardziej luksusowego samochodu. Na szczęście model S Klasa (W220) pojawił się także w wykonaniu znanych firm modelarskich (IXO).

Więcej zdjęć: w galerii Mercedes - Benz.

pvs



Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie treści postów oraz zdjęć bez zgody autora zabronione.

Ty&Ja

czwartek, 4 lipca 2013

Gwiaździsty prestiż.

28 czerwca w 2013 roku to dzień, w którym kończy się chyba rekordowo długi rok szkolny i zaczynają się wyczekiwane przez dzieciaki wakacje. Oczywiście pada deszcz, i jest zimno (ok. 12°C), co jest typowe dla rozpoczynającego się polskiego sezonu urlopowego. Jednakże najważniejsze dziś jest to, że kończy się chodzenie do szkoły. Szkoda, że jestem w takim wieku, że mnie to już niestety nie dotyczy i jest mi to obojętne. Właściwie, czerwiec to miesiąc, w którym kończy się więcej rzeczy. Większość instytucji kulturalnych ogranicza lub zawiesza swoją działalność. Nawet dotychczasowy rozkład jazdy komunikacji miejskiej się kończy i przechodzi w tryb wakacyjny. Nawet sam czerwiec już się kończy. Jedynie remonty dróg i przebudowa centrum miasta, w którym mieszkam, nie chcą się zakończyć. Dla mnie skończyło się coś jeszcze. Wyłącznie z mojej winy zakończyło się coś, na czym wciąż strasznie bardzo mi zależy. Coś co pochłonęło mnie bez reszty, w co byłem całkowicie zaangażowany. Ostatnie dwa tygodnie były dla mnie bardzo trudne, pełne smutku, żalu i poczucia beznadziejności. Wszystko wskazuje na to, że nadchodzący czas także taki będzie. Zawsze potrafiłem się świetnie maskować, a obecnie, chyba po raz pierwszy, nie jestem w stanie ukryć i stłamsić targających mną emocji. Czuję się paskudnie. Fak holidays.

Mercedes-Benz Klasy E (W211), został wprowadzony do sprzedaży w 2002 roku. Produkcja tej generacji trwała do 2009 roku. W 2006 roku przeprowadzono delikatny facelifting pojazdu oraz wprowadzono całkowicie nową gamę oferowanych do tego modelu silników. W samochodzie wykorzystano szereg systemów i rozwiązań znanych z większej i bardziej luksusowej klasy S. Mercedes-Benz projektując generację klasy E (W211), nie miał łatwego zadania. Poprzednik, czyli model oznaczony symbolem W210, słynny "okularnik", nie cieszył się dobrą opinią wśród użytkowników. Głównie ze względu na słabe zabezpieczenie antykorozyjne, a właściwie jego brak. W efekcie po dość krótkim czasie eksploatacji, samochód dramatycznie szybko rdzewiał. W nowej klasie E (W211), rozwiązano ten problem poprzez zastosowanie ocynkowanych blach stalowych oraz blach aluminiowych. Dzięki temu radzi sobie dużo lepiej z korozją niż poprzednik. Jednakże klasa E (W211) cierpi z powodu awaryjnej elektroniki, która umila jazdę ale może też sprawiać sporo problemów. W samochodzie znajdują się moduły elektroniczne i moduły sterujące, które są dość podatne na wilgoć i uszkodzenia. Jednakże całkowicie absurdalnym posunięciem producenta, było zastosowanie pompy hamulcowej, która ma fabrycznie zaprogramowane limity użycia hamulca. Po osiągnięciu wyliczonej ilości hamowań, blokuje się i należy ją wymienić lub przeprogramować. Jak nie trudno się domyślić rozwiązanie to było bardzo problematyczne i przy okazji faceliftingu z 2006 roku powrócono do klasycznego, hydraulicznego układu hamulcowego.
Mercedes-Benz klasy E (W211) znajdujący się w mojej kolekcji został wyprodukowany w skali 1:43 przez prestiżową niemiecką firmę modelarską Minichamps. Model przedstawia E klasę (W211) produkowaną w latach 2002 - 2006. Wersja wyposażeniowa "Avangarde". Ta miniatura pochodzi z kolekcji wykonanej dla sieci dilerskiej marki Mercedes-Benz. Świadczy o tym charakterystyczne czarno szare pudełko w wąskie paski, w którym ją otrzymałem. Na pudełku brak jakichkolwiek napisów świadczących o producencie miniatury. Te znajdują się jedynie na podwoziu. Widnieje tam logo producenta w postaci stylizowanego napisu Minichamps oraz podpis Pauls Model Art potwierdzający przynależności do najwyższej serii modelarskiej wydawanej przez firmę Minichamps.
Opisywany model otrzymałem w prezencie w 2005 roku od mojej ówczesnej sympatii. Miała ona rodzinę, która mieszkała około 100 kilometrów od Stuttgartu. Poprosiła ich by spróbowali kupić dla mnie ten model w miejscowości, w której mieszkali. Jak wiadomo w Niemczech dostępność tego typu asortymentu jest dużo łatwiejsza niż w Polsce, choćby dlatego, że istnieją tam profesjonalne sklepy stacjonarne z wszelkimi modelami i z materiałami modelarskimi. Jednakże oni zdecydowali, że wybiorą się na wycieczkę do Stuttgartu. W Muzeum Mercedes-Benz w Stuttgarcie nabyli dla mnie prezentowany model. Dodatkowo do prezentu dołączony był zestaw katalogów na temat klasy E (W211).

Muszę szczerze przyznać, że na przestrzeni lat, prezentowanego Mercedesa-Benza klasy E (W211) wyciągnąłem z pudełka chyba dwa razy. Po raz pierwszy gdy go dostałem, aby przyjrzeć się dokładnie. Kolejny raz, tylko po to by zrobić mu zdjęcia. Wykonanie miniatury stoi na najwyższym poziomie. Moją uwagę zwraca wykonanie przednich lamp. Posiadają wspaniałą imitację głębi, która do złudzenia przypomina prawdziwy ksenonowy reflektor. Widać nawet soczewki ksenonowe umieszczone w reflektorach głównych. Jednakże najwspanialszym detalem są doskonale widoczne pomarańczowe "żarówki" kierunkowskazów. Niestety przy dokładnych przyjrzeniu się można także dostrzec drobne niedoskonałości w jakości wykonania niektórych elementów. Na przykład nie wszędzie dokładnie odcięto reflektor od formy odlewniczej i w niektórych miejscach pozostały "resztki", które należałoby zeszlifować. Wspaniale prezentuje się delikatna gwiazda na masce. Tylne światła są niezwykle wiernie odwzorowane. W moim egzemplarzu w tylnych lampach, w ich czerwonych segmentach można dopatrzeć się "wzoru" klosza. Białe segmenty sprawiają wrażenie, że pod ich kloszem faktycznie znajdują się światła kierunkowskazów oraz wsteczne. Patrząc na miniaturę z profilu, ma się wrażenie, że jest bardzo nisko osadzona, a koła zbyt głęboko wchodzą w nadkola. Być może ma to przedstawiać charakterystyczne dla wersji "Avangarde" obniżone zawieszenie. A możliwe też, że tak niski prześwit ma przedstawiać uszkodzone zawieszenie typu Airmatic, które nie słynęło z trwałości.  
Prezentowany Mercedes-Benz klasy E (W211) jest w wersji wyposażeniowej "Avangarde". Odpowiedni napis widnieje na przednim nadkolu tuż za przednim kołem. Wnętrze zostało odwzorowane zgodnie z tym co było montowane w tej wersji w prawdziwym samochodzie. We wnętrzu, na desce rozdzielczej i drzwiach, widoczne są "listwy" imitujące ciemne aluminium, które było charakterystyczne dla wyposażenia "Avangarde". Wprost urzekły mnie wysokiej jakości i czytelne kalkomanie na lewarku zmiany biegów oraz w miejscu zegarów. Doskonale widoczny jest licznik i wskazania komputera pokładowego.


Więcej zdjęć: w galerii Mercedes - Benz.

pvs



Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie treści postów oraz zdjęć bez zgody autora zabronione.


Ty&Ja

sobota, 22 czerwca 2013

Gwiazda ze Stuttgartu.

W sierpniu 2000 roku, moi rodzice, ja oraz zaprzyjaźniona z nami rodzina posiadająca dwóch synów, z czego jeden będący moim rówieśnikiem, wszyscy razem wybraliśmy się na wspólne wakacje. Plan urlopu obejmował tydzień zwiedzania oraz tydzień pobytu w jakimś ładnym miejscu. Głowy rodzin ustaliły, że będziemy zwiedzać południową część Niemiec, zahaczymy o Strasburg we Francji, Bolzano we Włoszech i Księstwo Lichtenstein. Finalnie dojedziemy do Innsbrucka w Austrii, gdzie zaplanowany został tygodniowy odpoczynek po tygodniowej podróży. Pamiętam, że udało mi się namówić tatę, by zaplanował trasę w taki sposób, żebyśmy mogli zwiedzić muzeum Mercedesa w Stuttgarcie oraz muzeum Porsche mające siedzibę w Zuffenhausen pod Stuttgartem. To właśnie z Muzeum Mercedes-Benz przywiozłem bohatera dzisiejszego artykułu. W 2000 roku była to nowość zarówno motoryzacyjna, jak i modelarska - Mercedes-Benz C-Klasse (W203). Mój egzemplarz został wyprodukowany przez firmę Schuco, w skali 1:43, dla koncernu Mercedes-Benz. Wiadomo to, dzięki charakterystycznemu szaro-czarnemu pudełku, na którym poza gwiazdą Mercedesa, brak jakichkolwiek innych oznaczeń. Nie ma nawet oznaczeń producenta miniatury. Te znajdują się wyłącznie na podwoziu i podstawce, do której przykręcony jest model.


Mercedes-Benz C-Klasse (W203), produkowany był w latach 2000-2007. Na początku 2004 roku nieco odświeżono model. Kosmetycznym zmianom uległ wygląd zewnętrzny samochodu. Delikatnie przemodelowano zderzaki, progi oraz lampy. We wnętrzu miedzy innymi zmieniono zegary oraz panel sterowania klimatyzacją. Wprowadzono także nowe rozwiązania techniczne w samochodzie. Trzeba jasno stwierdzić, że dla marki Mercedes-Benz, każdy wprowadzony do produkcji model samochodu jest przełomem i krokiem milowym jednocześnie. Nie inaczej było w przypadku C klasy (W203). W tym przypadku innowacyjnym posunięciem było zerwanie z tradycyjnym oznaczaniem modelu samochodu w zależności od pojemności zamontowanego silnika pod maską. I tak Mercedes Benz C 180 miał zamontowany silnik o pojemności, nie 1.8l jak sugerowałaby naklejka na klapie bagażnika, lecz 2.0l (podobnie inne jednostki napędowe: C240 - 2.6l, C200 - 1.8l, C200K - 1.8l, C230 - 2,5l). Nie trudno się domyślić, że od tej pory zapanował niepotrzebny chaos w kwestii oznaczeń poszczególnych egzemplarzy C klasy (W203).



W miniaturze przedstawiającej samochód Mercedes-Benz C Klasa (W203) w skali 1:43, wykonanej przez firmę Schuco, nie brakuje drobnych detali. Na szczególną uwagę zasługuje przedni grill, który jest transparentny. Nie jest to wkładka z tworzywa sztucznego. Kratka wykonana jest bardzo delikatnego i cienkiego metalu. Odstępy pomiędzy żeberkami nie są "namalowane". Jest to naturalna przestrzeń, przez która można zajrzeć w głąb, pod maskę. Na masce lśni mikroskopijna "gwiazda mercedesa". Jest ona wykonana niemal z zegarmistrzowska precyzją. Sposób odwzorowania tylnych świateł, może nieco zawieść. Są wykonane z przezroczystego plastiku, który został pomalowany w odpowiednich miejscach czerwona farbą. Przezroczyste pozostały miejsca imitujące kierunkowskazy i światła wsteczne.


Wnętrze miniatury wykonane jest z ogromną precyzją i z dbałością o detale. Jednakże jest jedna nieścisłość dotycząca wyposażenia widocznego we wnętrzu. Na podstawce ekspozycyjnej dołączonej do mojej miniatury widnieje napis "Avangarde". Jest to nazwa jednej z trzech wersji wyposażeniowych montowanych w samochodach marki Mercedes-Benz. Taka wersja C klasy (W203) charakteryzowała się, między innymi aluminiowymi wstawkami ozdobnymi znajdującymi się na konsoli centralnej oraz na wewnętrznej stronie drzwi. Jak widać na zdjęciach, mój egzemplarz ma we wnętrzu "drewniane" wykończenie deski rozdzielczej, co stoi w sprzeczności z opisem znajdującym się na podstawce ekspozycyjnej dołączonej do tej miniatury.


Więcej zdjęć: w galerii Mercedes - Benz.

pvs



Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie treści postów oraz zdjęć bez zgody autora zabronione.

piątek, 14 czerwca 2013

Najmniejsza gwiazdka.

Czerwiec, bez wątpienia kojarzy się z początkiem wakacji. Jak wiadomo wakacje to ukochany czas odpoczynku i relaksu. Wakacje to także okres, w którym wszystkie polskie telewizje, nie wiadomo dlaczego, zaczynają powtarzać programy, które zostały wyemitowane raptem pół roku wcześniej. Oczywiście pomijam tutaj fakt, że wszelkie te tasiemcowe produkcje dostępne są także w każdej chwili w odpowiednich serwisach internetowych. Jednakże skoro w świecie mediów, latem zmianie ulega cała ramówka programowa, ja także postanowiłem dopasować mojego bloga do tego powszechnego trendu. W przeciwieństwie jednak do komercyjnych mediów, nie zamierzam umieszczać powtórek opublikowanych już artykułów. Rozpoczynam całkowicie nową serię publikacji dotyczących modeli wykonanych w skali 1:43. Seria ta będzie ukazywała się cyklicznie, na zmianę z artykułami dotyczącymi miniatur w skali 1:43 firmy Bburago. Mam nadzieję, że zabieg ten urozmaici treści zamieszczane na blogu czyniąc go ciekawszym i bardziej interesującym dla szerokiego grona odbiorców.


Bohater artykułu stoi na mojej kolekcjonerskiej półce już od wiosny 1998 roku. Ojciec przywiózł mi go z podróży służbowej do Düsseldorfu. Pamiętam, że gdy rozpakowałem prezent, wzbudził on we mnie ogromne emocje. Tak wykonanej miniatury nigdy wcześniej nie widziałem. Nie miałem możliwości. Dziś wszystko można zobaczyć w internecie, jednakże w tamtych czasach było nieco inaczej. U schyłku XX wieku, internet w Polsce dopiero "raczkował" poprzez modemowe połączenie telefoniczne. W tych czasach nie było jeszcze serwisu Allegro, a eBay miał dopiero 3 lata. Wrażenie zrobiła na mnie także masa miniatury. Model jak na swoje niewielkie wymiary jest po prostu ciężki.


Tata wręczył mi Mercedesa A 140 (W168) w skali 1:43, firmy Herpa. Kupił mi model tego samochodu ponieważ mały Mercedes wprowadzony do seryjnej produkcji w 1997 roku, kilka miesięcy później, stał się słynny na cały świat. Jego sława nie wynikała z tego, że był to pierwszy Mercedes z napędem na przednie koła. Nie wynikała także z jego innowacyjnej budowy typu "sandwich". "Kanapkowa" konstrukcja powodowała, że podczas zderzenia czołowego tego małego auta, silnik wraz ze skrzynia biegów wślizgiwał się pod podłogę, zamiast opierać się o ścianę grodziową oddzielającą komorę silnika od przedziału pasażerskiego. Najmniejszy z Mercedesów zasłynął spektakularną wywrotką podczas tak zwanego "testu łosia". Jest to sprawdzian dla nowych samochodów opracowany przez szwedzkich dziennikarzy. Polega na dojechaniu do przeszkody z odpowiednią prędkością, gwałtownym hamowaniu, wyjechaniu na sąsiedni pas ruchu celem ominięcia przeszkody i powrocie na swój pas. Nazwa testu wzięła się od manewru polegającego na ominięciu prawdziwego łosia, który często, chętnie i nagle wyłania się z lasu chcąc przejść na drugą stronę skandynawskiej drogi. A Klasa (W168) okazała się niestabilna podczas tego testu i wywróciła się na dach. Mercedes - Benz początkowo zbagatelizował to wydarzenie. Jednakże później koncern zatrzymał produkcję małego Mercedesa, zatrzymał jego sprzedaż oraz wycofał wszystkie sprzedane dotychczas egzemplarze. Problem wywrotności samochodu w zakręcie, rozwiązano poprzez seryjny montaż układu stabilizującego tor jazdy (ESP) oraz modyfikując zawieszenie. Produkcja "poprawionej" A Klasy (W168) ruszyła 26 lutego 1998 roku. Produkcję tej generacji zakończono w 2004 roku. W 2001 roku pojawiła się przedłużona o 17 cm A Klasa "Long". Dłuższa wersja miała inne oznaczenie kodowe nadwozia (V168 - limuzyna przedłużona - Verlangerter Wagon).


Model Mercedes A 140 (W168) w skali 1:43 firmy Herpa nie jest zabawką. Bez cienia wątpliwości można powiedzieć o nim, że jest to wierna replika samochodu, wykonana w skali. W takim przypadku nie będę dokładnie opisywał jakości wykonania, bo ta jest właściwie bez zarzutu. Skupię się na elementach, które zwróciły moją uwagę. Przednie światła nie są wykonane najlepiej. Brak w nich prawdziwej głębi. Natomiast tylne lampy mają nadruk imitujący kierunkowskazy oraz światła wsteczne. Ciekawostką jest wycieraczka tylnej szyby, która jest namalowana farbą.


Jeśli chodzi o wnętrze miniatury, to uwagę zwraca dwukolorowa deska rozdzielcza. Oczywiście na jej powierzchni znajdują się wszelkie kratki nawiewów i przetłoczenia. Miniaturowe boczki drzwi, są wierną repliką tych występujących w prawdziwym samochodzie. Podłokietnik w drzwiach odlany jest wraz z tapicerką drzwi, natomiast rączka służąca do zamykania, jest osobnym, "doczepionym" elementem.


Mój Mercedes A Klasa (W168) firmy Herpa nosi symbol "140", który oznacza pojemność silnika. W moim przypadku jest to benzynowa jednostka napędowa o pojemności 1,4 litra, dysponująca mocą 82KM. Przy lusterku wstecznym widnieje napis "Classic", który określa wersje wyposażeniową. Firma Herpa produkowała tego Mercedesa w kilku kolorach i w kilku wariantach wyposażeniowych. Często można tę miniaturę kupić z zamontowaną imitacją dużego zamkniętego szyberdachu harmonijkowego. Taką wersję A Klasy ma na przykład Michał.


Więcej zdjęć: w galerii Mercedes - Benz.

pvs


Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie treści postów oraz zdjęć bez zgody autora zabronione.

wtorek, 15 stycznia 2013

Wyjątkowy poniedziałek.

Planowałem, że w tym poście opiszę kolejny model z mojej kolekcji Bburago 1:43. Plany musiałem jednak zmienić ponieważ chciałbym podzielić się z szanownymi Czytelnikami, informacją z absolutnie ostatniej chwili.

14 stycznia 2013 roku zapisze się w historii kolekcjonowania modeli Bburago 1:43, złotymi zgłoskami. Otóż na ten właśnie dzień sieć sklepów Biedronka zaplanowała wprowadzenie do swojej oferty modeli Bburago 1:43. Nie po raz pierwszy modele tej firmy miały pojawić się w sieci sklepów z owadem w logo. Jednakże tego dnia stało się coś wyjątkowego, prawie jak "gwiazdka" (słowo "gwiazdka" jest tu słowem wieloznacznym).

Gdy gdzieś pojawia się świeża dostawa modeli, każdy z kolekcjonerów żywi gorąca nadzieję, że w kartonach z modelami znajdzie coś wyjątkowego. Chyba każdy liczy na znalezienie jakiejś nowości lub trudno dostępnego egzemplarza. Mnie także towarzyszy ta ekscytacja. Gdy otwieram zbiorczy karton, w poszukiwaniu nowości, uczucie jakie mi towarzyszy można porównać do uczucia towarzyszącemu dziecku podczas rozpakowywania prezentów świątecznych. To przejęcie, ta chęć poznania zawartości. Czuję się wtedy jak poszukiwacz złota, który liczy, że za następnym uderzeniem kilofa odnajdzie żyłę złota.
14 stycznia byłem w kilku sklepach sieci Biedronka, lecz nie znalazłem nic, czym mógłbym uzupełnić moją kolekcję. Żadnych nowości. Były modele, które co prawda od niedawna, ale są dość szeroko dostępne: Citroen c4 Picasso, Bmw 3 Touring, Land Rover Freelander2, Alfa Romeo Mito i inne. Ja najbardziej zawahałem się przy żółtym Seacie Leonie, którego już dawno nie widziałem w sklepach. Głównie spotykałem go w kolorze granatowym. Kolor żółty bardziej pasuje do tego modelu. Przywodzi na myśl wersję Cupra (sportowa odmiana Seata). Mimo wszystko nie dokonałem zakupu. Do domu wróciłem lekko zawiedziony. Liczyłem, że w ofercie Biedronki pojawią się modele unikalne, dotychczas niedostępne na polskim rynku.

15 stycznia 2013, gdy tego dnia otworzyłem swojego bloga, oczom mym ukazała się rzecz niesłychana. Na pasku bocznym pojawiło się zdjęcie modelu, który dotychczas nigdzie nie został zaprezentowany. Nawet firma Bburago nie ma zdjęć tego modelu, ponieważ w katalogu na 2012 i 2013 rok, zamieszczone jest zdjęcie zastępcze, zamiast zdjęcia oferowanej miniatury.
Jeden z obserwowanych przeze mnie blogerów - kolekcjonerów, zamieścił zdjęcia i szczegółowy opis Mercedesa SLS 1:43 od Bburago. Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Bastek okazał się wielkim szczęściarzem. Trafił na jedną z trzech najbardziej poszukiwanych nowości. Pozostałe dwie nowości , które są gorąco wyczekiwane to: Volkswagen Polo i Amarok. Mersedes SLS jest bardzo poszukiwany przez kolekcjonerów na całym świecie. Nie widziałem go na aukcjach zagranicznych ani na największym polskim portalu aukcyjnym.

Autor bloga dokładnie sfotografował  i opisał kupiony model. W treści posta czytamy że Mercedesa zakupił w Biedronce. Zachęcam do przeczytania całości.
Link do artykułu o Mercedesie SLS Bburago 1:43 na blogu "Moja mini pasja".

Serdeczne gratulacje.

A nam - kolekcjonerom, którzy mieli mniej szczęścia w poszukiwaniu unikatów w Biedronce, pozostaje czekać na kolejne edycje akcji "Bburago w Biedronce".


pvs


Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie treści postów oraz zdjęć bez zgody autora zabronione.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Rodzina Ferrari "made in Italy".

Bburago, gdy było jeszcze włoska firmą, produkowało mniej lub bardziej udane modele Ferrari. W niniejszym poście pragnę zaprezentować zbiór modeli Ferrari, które noszą na podwoziu wybitą etykietkę "made in Italy". Współcześnie Bburago także produkuje modele Ferrari, lecz jest to już zupełnie inna produkcja, osobna linia produkcyjna modeli, inne modele i inna jakość wykonania.

Ferrari Testarossa - legendarny i niezwykły model Ferrari. Każdy chłopiec chciał mieć nad łóżkiem plakat przedstawiający ten samochód.
Chyba mój pierwszy model Bburago. Dostałem go w prezencie w początku lat 90. Miałem w tym czasie około 7 lat, więc autko to traktowałem jako zabawkę. Bawiłem się nim dosyć intensywnie. Na szczęście raczej nie niszczyłem zabawek dlatego model dotrwał do czasów współczesnych w prawie idealnym stanie. Jedyny mankament to kurz, który dostał się do wnętrza.






Ferrari 348 tb - małe Testarossa - tak określałem ten model ze względu na widoczne liczne podobieństwa do Testarossy. Podobne proporcje nadwozia, malutkie przednie światła i grill wmontowane w przedni zderzak, charakterystyczne dla Ferrari z lat 80 wloty powietrza w formie żeberek ciągnących się wzdłuż całych drzwi, maskownica tylnych świateł.







Ferrari 512BB czyli Berlinetta Boxer- według mnie najgorzej wykonany model Ferrari przez firmę Bburago. Braki w postaci jakichkolwiek atrap świateł wykonanych z przeźroczystego plastiku. Na modelu widoczne są jedynie przetłoczenia i linie zaznaczające światła. Tylne lampy zasygnalizowane plastikowym odlewem. Brak deski rozdzielczej. Siedzenia są odlane wraz z podwoziem a nie są osobnym elementem. Wszystko to robi nie najlepsze wrażenie.








Ferrari GTO - Model żółtego GTO był bardzo trudno dostępny w czasach gdy produkowała je firma Bburago. Dostałem je w latach 90 od znajomego sąsiada z osiedla w ramach tzw handlu wymiennego. Czerwne GTO w wersji Race - chyba nigdy nie spotkałem go w sprzedaży. Model ten kupiłem dopiero na internetowej aukcji w 2012 roku.








Ferrari GTB - Takim Ferrari, lecz w wersji cywilnej, jeździł Tom Selleck w serialu Magnum. Model ten w wykonaniu firmy Bburago jest pozbawiony wielu szczegółów. Jakość wykonania stoi na bardzo niskim poziomie, podobnie jak w modelu Ferrari 512BB.




Ferrari F40 - lekkie nadwozie, mocny silnik - całość dopuszczona do ruchu ulicznego.






 


Ferrari F50 - następca modelu F40, skonstruowany w 50 rocznicę powstania firmy Ferrari.







 Ferrari 456 GT - Rodzinne czteroosobowe Ferrari




Ferrari 550 Maranello




Ferrari 360 - Miniatura zupełnie wyjątkowa i w pełni działająca





Więcej zdjęć: w galerii Bburago 1:43


pvs


Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie treści postów oraz zdjęć bez zgody autora zabronione.